Louis Vuitton przegrał w Sądzie sprawę o znak towarowy szachownicy

Wzór szachownicy – obok monogramów –  jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych oznaczeń Louis Vuitton. Dotąd chroniony był poprzez rejestrację znaków towarowych przedstawiających wzór szachownicy. Wyrokami Sądu Unii Europejskiej z dnia 21 kwietnia 2015 roku (T‑359/12 oraz T‑360/12) znaki towarowe zostały unieważnione.

T-359-12-1

Źródło: InfoCuria – Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości

T-360-12-1

Źródło: InfoCuria – Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości

Przedstawione powyżej znaki towarowe były zarejestrowane dla towarów z klasy 18 – m.in. bagaże, torby i zestawy podróżne, walizy, kosmetyczki, plecaki, torebki, teczki, tornistry szkolne, portfele, parasolki.

Spółka Nanu‑Nana Handelsgesellschaft mbH für Geschenkartikel & Co. KG złożyła wnioski o unieważnienie praw do powyższych znaków towarowych. Wydział Unieważnień wnioski te uwzględnił stwierdzając, że wzór szachownicy jest jednym z najbardziej elementarnych wzorów używanych jako element dekoracyjny. Ponadto sporne znaki towarowe nie odbiegają w sposób znaczący od norm lub zwyczajów branżowych.

Decyzję tę podtrzymała także Izba Odwoławcza uznając, że wzór w szachownicę stanowi podstawowy i przeciętny motyw, na który składają się bardzo proste elementy oraz że motyw ten jest powszechnie używany do celów dekoracyjnych w przypadku różnych towarów, w tym towarów należących do klasy 18.

Louis Vuitton nie udało się obronić rejestracji znaków także w Sądzie Unii Europejskiej.

Strony sporu nie kwestionowały oceny Izby Odwoławczej, iż towary oznaczone spornymi znakami są towarami powszechnego użytku, w związku z czym właściwy krąg odbiorców stanowią przeciętni konsumenci w Unii, których uważa się za właściwie poinformowanych oraz dostatecznie uważnych i rozsądnych. Sąd podzielił także pogląd, że z opisu rozpatrywanych towarów nie wynika, iż chodzi o towary luksusowe czy o towary tak wyszukane lub tak drogie, że właściwy krąg odbiorców mógłby być w odniesieniu do nich szczególnie uważny. Pogląd ten można uznać za kontrowersyjny, nie był jednak kwestionowany przez strony w trakcie postępowania.

Sąd zwrócił uwagę, że sporny znak towarowy jest tworzony przez symetryczny wzór w kwadraty w dwóch zmieniających się na przemian kolorach, który to wzór przyjmuje układ szachownicy. Wewnątrz kwadratów można dostrzec wątkową i łańcuszkową strukturę, która nawiązuje do metody widocznego tkania dwóch przeplatających się nici.

Z jednej strony wzór w szachownicę jest podstawowym i przeciętnym wzorem graficznym. Wzór ten nie zawiera zatem żadnej istotnej zmiany w stosunku do zwykłego przedstawienia szachownicy i odpowiada tradycyjnemu modelowi takiego wzoru. Sporny wzór nie odbiega od normy ani od zwyczajów branżowych, stanowi motyw, który zawsze istniał i był wykorzystywany w branży sztuki dekoracyjnej. Z drugiej strony wątkowy i łańcuszkowy wzór, który zawarto w każdym z kwadratów szachownicy, odpowiada zamierzonemu wizualnemu efektowi przeplatania się dwóch różnych materiałów, bez względu na ich rodzaj (wełna, jedwab, skóra itd.), co jest zatem typowe w wypadku towarów należących do klasy 18. Z graficznego punktu widzenia przedstawienie szachownicy o zmieniających się na przemian kolorach oraz wrażenie przeplatania się nici nie zawierają żadnej istotnej zmiany w stosunku do zwykłego przedstawienia takich towarów, w związku z czym docelowy krąg odbiorców będzie w rzeczywistości postrzegał wyłącznie przeciętny i powszechny wzór.

W tej sprawie istotnym wątkiem mogłoby być ewentualne uzyskanie przez znaki wtórnej zdolności odróżniającej na skutek ich używania. Jednakże w piśmie procesowym Louis Vuitton wyjaśnił, że „nigdy nie twierdził, iż sporny znak towarowy uzyskał charakter odróżniający w następstwie używania” i „zawsze utrzymywał, iż szachownica jest samoistnie odróżniająca, oraz wyłącznie zwracał uwagę na fakt, iż taki charakter odróżniający został wzmocniony poprzez intensywne używanie przez prawie 15 lat”.

Skoro Sąd uznał, że sporne znaki nie mają charakteru odróżniającego w ogóle (a więc w żadnym z państw Unii), to aby wykazać, że znaki uzyskały wtórną zdolność odróżniającą na skutek ich używania konieczne było przedstawienie dowodów uzyskania charakteru odróżniającego przez znaki w odniesieniu do każdego z państw członkowskich Unii. To Louis Vuitton jako skarżący powinien wykazać uzyskanie charakteru odróżniającego w następstwie używania znaków w całej Unii Europejskiej, czego nie uczynił.

Sprawa ta jest jedną z wielu, które dotykają problemów monopolizowania wzorów w modzie. Omawiane wzory szachownicy zostały zarejestrowane nie jako wzory przemysłowe, ale jako znaki towarowe, co teoretycznie mogłoby oznaczać ich wieczną ochronę. Gdyby znaki towarowe nie zostały unieważnione, Louis Vuitton mógłby się sprzeciwiać używaniu znaku szachownicy (identycznego lub podobnego) przez inne podmioty oraz dochodzić od nich roszczeń finansowych.

Monopol w modzie?

Przed kilkoma dniami otrzymałam od jednej z Czytelniczek maila, zawierającego ciekawe pytania i spostrzeżenia, którego treść przytaczam poniżej.

„Piszę, bo zaciekawił mnie temat zastrzeżenia wzoru przemysłowego. Przeczytałam, że można zastrzec krój ubrania, model buta, albo torebki, co wydaje mi się absurdalne i nadal tego nie rozumiem. Czemu nikt nie zastrzeże białego bawełnianego podkoszulka, albo majtek z gumką? Przecież to by był monopol no i kupa kasy! Wszystkie rzeczy na rynku są do siebie podobne. Co sezon każdy sklep sprzedaje podobne ubrania, z tych samych materiałów, w tych samych krojach – czemu tego nie zastrzegą? a może strzegą, tylko my klienci nie widzimy różnic. To czemu by nie zastrzec wszystkich istniejących możliwości? Czemu każde auto ma 4 koła, pasek klamrę a buty obcasy? Jak sobie wymyślę obcas z kabzli to mogę tą „oryginalność” zastrzec, ale jak robię coś tradycyjnego, co istniało od „zawsze” to już nie? Gdybym powiedziała, że tylko ja mogę robić buty ze skóry zwierzęcej, to by mnie wyśmiali, ale jakbym wymyśliła buty zrobione z suszonych liści, to nikt inny nie miał by prawa ich produkować? Nie mogę tego pojąć! Albo jeśli zobaczę fajną kieckę markową i sobie sama taką uszyję, tylko użyję innych materiałów czy kolorów to wszystko będzie ok?”

Niektóre z powyższych pytań to pytania fundamentalne – czy ubrania, buty, akcesoria w ogóle powinny podlegać ochronie, a jeśli tak, to w jakim zakresie? Co może być chronione, a co nie? Gdzie przebiega granica pomiędzy inspiracją a imitacją?

To jedne z podstawowych problemów szeroko rozumianej mody. Obowiązujące prawo dostarcza nam jedynie ogólnych wskazówek w tym zakresie i nie mogłoby być inaczej. Nie sposób kazuistycznie uregulować, która sukienka może zostać uznana za utwór albo które buty mogą zostać zarejestrowane jako wzór przemysłowy. Ustawodawca ustala pewne zasady, natomiast ocena konkretnego przypadku należy do praktyków – urzędników w Urzędzie Patentowym czy OHIM, sądów.

A w modzie ocena konkretnego przypadku przeważnie jest wyjątkowo trudna, choćby dlatego, że moda to także – mniej lub bardziej twórcze – powroty do przeszłości, czerpanie ze wspólnego dorobku, wreszcie – dozwolona inspiracja. Jak bardzo ocena konkretnego przypadku może być nieoczywista i kontrowersyjna pokazują choćby spory toczone przez Christiana Louboutin o czerwone podeszwy szpilek.

Czy można mieć „monopol” na czerwony kolor podeszwy butów? Przecież liczba kolorów – przynajmniej tych podstawowych – jest mocno ograniczona. Czy to słuszne i racjonalne, aby tylko jeden podmiot mógł produkować buty z takimi podeszwami?

Ponieważ Louboutin pozwał Yves Saint Laurent – o sprawie mówił i pisał cały świat. A głosy dotyczące tego, kto ma rację w sporze, były bardzo podzielone: zarówno wśród ludzi z branży, klientów, jak i prawników.

Louboutin swoje roszczenia opierał na ochronie znaku towarowego. A więc czy kolor jako taki w ogóle może być znakiem towarowym?

Sąd Apelacyjny w Nowym Jorku uznał w wyroku, że Louboutin ma prawo do znaku towarowego w postaci czerwonej podeszwy, ponieważ znak ten nabrał tzw. wtórnej zdolności odróżniającej na skutek konsekwentnego stosowania czerwonej lakierowanej podeszwy od 1992 roku. Sąd nie zakazał jednak produkowania i sprzedaży butów z czerwoną podeszwą przez YSL, ponieważ buty YSL były monochromatyczne (czyli całe czerwone, zarówno podeszwa jak i wierzch butów). Natomiast to co wyróżnia buty Louboutin to czerwona podeszwa stosowana w sposób nieoczywisty, czyli w butach, których kolor jest inny niż czerwony.

Prawo do znaku towarowego to prawo terytorialne, co znaczy, że jest skuteczne na terytorium, w którym znak został zarejestrowany. Louboutin ma zatem w USA wyłączność na szpilki z czerwoną podeszwą, z wyjątkiem, gdy… całe buty są czerwone.

Czy również w Europie buty z czerwoną podeszwą możemy kupić legalnie tylko od Louboutin’a, a pozostałe stanowią naruszenie praw wyłącznych do znaku towarowego?

W 2010 roku Louboutin wystąpił z wnioskiem do OHIM o rejestrację znaku towarowego w postaci czerwonej podeszwy, przedstawionej poniżej.

Bucik

Źródło: oami.europa.eu                       

Przeciwko rejestracji powyższego znaku widniejącego w bazie danych OHIM pod numerem 008845539 zostały wniesione sprzeciwy. Zobaczymy, jakie będzie ostateczne rozstrzygnięcie. Zainteresowanym polecam sięgnięcie do pism składanych przez strony w toku tego postępowania (podnoszonych w nich argumentów i składanych dowodów), których skany dostępne są na stronie OHIM w pliku Access to file (część w języku angielskim, część francuskim).

Co ciekawe, Louboutin pozwał także hiszpańską Zarę i wygrał w I instancji, ale w II instancji przegrał. Francuski sąd uznał ostatecznie, że Louboutin nie ma wyłączności na czerwoną podeszwę i że sam mógł ją skopiować np. z butów …Ludwika XIV. Ponadto czerwona podeszwa powinna być raczej łączona z koncepcją, ideą a nie ze znakiem towarowym. Zdaniem sądu nie ma bowiem zdolności odróżniającej, aby być znakiem towarowym. Sąd zwrócił także uwagę, że nie ma ryzyka pomyłki butów Louboutin z butami Zary, które są średnio dziesięciokrotnie tańsze.

Louboutin zapowiada, że będzie podejmował kroki prawne zmierzające do ochrony jego praw, a także inne działania, w które wpisuje się np. strona internetowa stopfake.christianlouboutin.

Patrząc na Louboutin’a i jego batalie przed sądami o czerwoną podeszwę, rodzi się pytanie: pozywać czy nie pozywać?

Większość sklepów „sieciowych”, zajmujących się tzw. fast fashion albo inspiruje się znanymi projektantami i kolekcjami znanych domów mody albo wręcz kopiuje niektóre wzory. Co na to podrabiane firmy?

Niektórzy pozywają – jak Louboutin, inni nie. Niektórzy walczą tylko z równymi sobie, „z tej samej półki cenowej” i celującej do tej samej klienteli, inni występują także przeciwko firmom oferującym dużo tańsze ubrania niż ubrania kopiowane. Są firmy, które uważają, że nie warto pozywać „sieciówek”, ponieważ klientka (czy klient), która się ubiera w tych sklepach raczej nie jest ich klientką – to znaczy – nie stracą jej. Na ten aspekt po części zwrócił uwagę francuski Sąd w sprawie przeciwko Zarze twierdząc, że nie można pomylić butów z Zary z butami od Christiana Louboutin’a, choćby z uwagi na bardzo znaczącą różnicę w cenie. Czasami za niepozywaniem stoi także przekonanie, że za kilka lat klienta „sieciówki” być może zacznie kupować ubrania „z górnych półek cenowych”, ponieważ wychowała się na trendach czerpanych właśnie z drogich firm.

Bardzo często pozywanie jest też po prostu nieopłacalne – kosztowne, długotrwałe, z niepewnym wynikiem. Louboutin walczy o swój znak rozpoznawczy, jakim jest czerwona podeszwa, stosowana od lat. To dzięki niej miliony kobiet na świecie – nawet te, które nigdy nie miały pary szpilek od tego projektanta – rozpoznają pochodzenie butów od Christiana Louboutin’a, nie widząc metki.

Realnie oceniając nie da się chronić wszystkiego i nie da się pozywać wszystkich. Na pewno warto chronić i walczyć o takie elementy, które są istotne z punktu widzenia firmy czy projektanta, bardziej niż inne – czasami będzie to charakterystyczny krój ubrania, czasami oryginalne i konsekwentnie stosowane motywy, czasami kształt torebki, niezmieniający się przez lata (a zmieniają się tylko kolory czy rozmiary). Zazwyczaj sami zainteresowani najlepiej wiedzą, co stanowi taką wartość w ich firmie czy w danej kolekcji.

W następnych wpisach poruszę kolejne problemy, na które zwróciła uwagę Czytelniczka, m.in. kwestie związane z ochroną wzorów: przemysłowych i wspólnotowych czy patentów.